Różnych słów zbiorowisko, pastwisko myśli. Mniej i bardziej poważnie. Co nas gryzie, porusza i wzrusza. O wszystkim, co do głowy i innych części przychodzi. Kendi szop i w ogóle - pełna kultura.
Niebezpieczne związki, czyli świat "Toksymii" Małgorzaty Rejmer
Wnikliwa, pełna czarnego humoru i wyciągająca na wierzch to, na widok czego wolimy odwracać głowy. Debiutancka powieść Małgorzaty Rejmer - utalentowanej młodej pisarki - została przyjęta wyjątkowo przychylnie przez środowisko literackie.
Sceneria to odrapana, ponura Warszawa, w jakiś sposób piękna, pociągająca, ale i odrzucająca zarazem. Z jednej strony wszystko jest surrealistyczne, z drugiej porażająco prawdziwe. Nie sposób odwrócić wzroku od tej "pięknej brzydoty", nie sposób uniknąć chorego podniecenia wnikając w nią. W taką rzeczywistość Rejmer wrzuca swoich bohaterów: kaleki społeczne i emocjonalne, owładnięte własnymi obsesjami i plączące się w sieci coraz to bardziej trujących relacji. Każde z nich rozmywa się przy próbie pełnej charakterystyki, trudno dotrzeć do sedna ich życiowego bólu. Każde też próbuje żyć normalnie. Losy postaci zostają splecione w tragicznym wydarzeniu, jeszcze bardziej wikłającym je w horror rzeczywistości i nie dającym nadziei na całkowite ozdrowienie.
Całości dopełnia język. Kiedy trzeba mocny i szorstki, pozwalający uwydatnić ułomności bohaterów, a zarazem lekki i gładko przpływający przez historię. Do tego wszystkiego dodany niezbędny składnik tworzący powieść, czyli groteska Bez nadmiernych kombinacji i ozdobników. Bez pokrzywionych wizji i metafor. Jest w końcu "nie-po-masłowsku" i bardzo miło to stwierdzić. Polecam wszystkim, którzy nie boją się niegrzecznego i bolesnego pisarstwa.
Skończyła się era IVONY. Miejsce skatologicznych dowcipów wstawianych w przeróbki popularnych programów telewizyjnych od teraz zajmuje Hitler. A dokładnie przerobiony "Upadek", czyli film o jego życiu. Każdy, kto komputer z dostępem do internetu traktuje jako swoją dodatkową część ciała, zapewne widział lub przynajmniej doszły go słuchy o nowych filmikach, która pojawiły się w ostatnim miesiącu na youtube. W nich to właśnie wzburzony Adolf "mówi" o wszystkim, czym żyje współczesny, przeciętny, młody internauta. Mamy przegląd sopockich i gdyńskich klubów, prześmiewcze docinki dotyczące użytkowników fejsbuka, demotywatorów etc. etc. Nasuwa mi się jednak pytanie - skąd nagle pomysł włączenia w to Hitlera? Czy wynika to z faktu, że młodzi nie chcą być postrzegani jako obywatele Polski wiecznie cierpiącej i uważają, że z przeszłości można się już śmiać? A może internet już tak nas śmiertelnie nudzi, że potrzebujemy łamać jedno tabu za drugim żeby jeszcze kogoś poruszyć? A może to jeszcze coś innego? Cóż, mnie osobiście ani to ziębi, ani grzeje. Nie wiem, czy to dobrze. Może żyjemy w czasach, kiedy rzeczywiście już niewiele jest w stanie wywołać szok. Ale co kto lubi. O gustach się nie dyskutuje.
Skargi, wnioski, zażalenia, refleksje, numery telefonów i co tam jeszcze sobie zażyczycie proszę zostawiać w komentarzach.
Tak właśnie Kasia chciała życzyć wszystkim Czytelnikom wesołego po świętach i sto lat w nowym roku. Cóż, pozostaje mi tylko do życzeń się dołączyć i zadedykować Wam piosenkę, która bije ostatnio rekordy popularności wśród studentów będących jeszcze pomiędzy sylwestrową euforią a kacem.
No i już po X-Mass Noize Night. Chłopcy bardzo ładnie zagrali. Ale o tym niżej.
Po wejściu do klubu od razu zaskoczył mnie tłum ludzi. Już dawno nie widziałam takiej rzeszy w Uchu, nie licząc wakacyjnego występu Sepultury, ale to inna bajka. O zgrozo! Nie udało mi się być od samego początku iwentu. Trafiłam dopiero na występ Broken Betty, którzy zaserwowali smaczną dawkę rock`n`rolla. Dobra muzyka, klimat, piwo smakuje, czyli jest OK. Z przyjemnością czekało się na występ Blindead, a w międzyczasie Tides From Nebula.
O Tides From Nebula pisać nie będę, bo nie znam, ani też mnie nie zachwycili.
No i w końcu Oni. Po TfN zrobiło się luźniej pod sceną, więc skrzętnie można było się przysunąć bliżej, by lepiej i pełniej poczuć siłę ich muzyki. Światła, wizualizacje, a także into z oldschoolowej wersji Godzilli dały niesamowity efekt. Bardzo mi się spodobał właśnie ten pomysł wyświetlania fragmentów z ,,Króla potworów” z japońskiej wersji z 1954. No i już. Pierwsze dźwięki, całkiem nowe, bo z wydanego niedawno ,,Impulse”, a dokładniej ponad dziesięciominutowy Distant Earths. Wielka radość pod sceną, krzyki, westchnienia i szybsze bicie serc. Niektórym poźniej aż w nogi poszło, nie panując nad ciałem dając się porwać w szaleńcze pogo. W pewnym momencie magiczna muzyka przestaje grać. WTF?! Nie mogło się obyć bez drobnego incydentu. Dwa koguty zbyt pobudzone dały się daleko ponieść emocjom, co prawie skończyłoby się darciem piór. Na szczęście się opanowali, po nawołaniu wokalisty. Gramy dalej! Bloodbond, Symmetry, Enlightenment, Abyss... Zagrali mili panowie prawie całą Autoscopię, za co dziękujemy. Chociaż mi do absolutnego szczęścia zabrakło tylko A nice night for a walk ;). Mimo wszystko, było bardzo dobrze. Na żywo brzmią niesamowicie. Rozdarli nas na kawałki, bestialsko zostawiając w osłupieniu z żadzą w sercu o jeszcze, jeszcze...I brawa. Dużo braw. Blindead pokazali, że są w doskonałej formie.
Asumptem do napisania tejże rozprawy jest jutrzejszy występ popularnej kapeli z 3miasta - Blindead. Chłopcy będą gościć w Gdyni w ramach edycji piątej X-Mass Noize Night. Zespół zagra w towarzystwie Tides From Nebula, Merkabah, Brkoken Betty i Psychollywood. Tak jak wyżej na ładnym plakacie.
Po świątecznym opychaniu się ciastem czas na zmianę. A tą zmianą będzie pójście na koncert, bo tak, bo trzeba się oderwać od grubego sweterka, wskoczyć w wygodne rajtuzy i biegem pod scenę pomachać głową.
Blindead lubię. Moja historia z nimi zaczęła się jakieś dwa lata temu, gdy szukając objawień polskich na scenie hardcorowej trafiłam na ich myspace. Po przesłuchaniu tego, co tam oferowali, stwierdziłam, że warto się nimi zainteresować. I tak też to było. Szybkie zakupy w internecie, płytka Autoscopia w zasięgu głośnika i wooow... Całkiem nowe brzmienie. Mówi się, że grają doom-metal. Dla mnie po prostu dobra muzyka, psychodeliczna, raz cicha i spokojna, a w innym momencie głośna i agresywna.
A potem...a potem się okazało, że będą grać koncert. U nas, w Gdyni, w uchu. Była to wtedy czwarta edycja X-mass Noize i grali wówczas w gronie Faust Again, Chainsaw, Progmy-C i The Gars. Szłam głównie na Faust Again, ale Blindead równie dobrze mnie zaskoczyli. Na żywo czysta magia. Warto ich posłuchać. Niestety reszty kapel nie mogę rekomendować, gdyż ich nie znam, ale liczę na niespodzianki słuchowe.
Zespół powstał 1999 roku w Gdyni, początkowo występując pod nazwą Incorrect Personality. Załozycielami grupy byli Michał "Zima" Zimorski oraz Mateusz Maurycy "Havoc" Śmierzchalski. Blindead grał wspólne trasy z Antigamą, Nyią i Tehace. Supportowali też takie gwiazdy jak Neurosis, Cult of Luna czy A Storm of Light.
Zespół ma w swym dorobku dwa pełnometrażowe albumy: Devouring Weakness (2006)oraz Autoscopia / Murder In Phazes (2008). Dopiero wydanie drugiego albumu przyniosło im sukces, wstrząsnęli wówczas światem post-metalu. I ten drugi album polecam szczególnie. Bo pierwszy jest słabszy ;)
A więc do jutra w uchu, od 18.00 płacac 25 złotych .
Dzisiejszy biznes reklamowy jest żenujący. Niemalże każda reklama odwołuje się do seksu. Jeśli nie bezpośrednio, to sugerując treści niestosowne. Dlaczego, żeby coś sprzedać, musi się reklama odnosić do chwytu tak bestialskiego? Czy brakuje ludziom pomysłu? Rozumiem, że produkt musi zwrócić uwagę konsumenta. ALe umieszczając na opakowaniu zdjęcie obnażonej kobiety, albo w dwuznacznej pozie nie jest smaczne. Mnie to śmieszy, a zarazem przeraża. To, co zwraca również uwagę, to właśnie owa dwuznaczność treści przekazywanej. Czasami dwuznaczność zbyt wyraźna. Powinni w niektórych reklamach umieszczać znaczek, że powyżej 16+, tak jak z reklamami alkoholu. Niestety sex się sprzedaje. Taka prawda. Są cycki, jest okejka. Pewnie niedługo dojdzie do tego, że prezerwatywy będą reklamowane przez młode dzierlatki-lolitki ( ander 16 ). Może i słusznie, patrząc na dzisiejszą patologie wśród ,,młodzieży naszej, kwiatów narodu"..., reklama realna, bezlitosna i jakże słuszna. Reklamy proste, bezpośrednie, realne i brutalne, wywołujące wstrząs. Takie powinny być, by zapadły w pamięci i wywołały reakcję, jeśli nie reakcję, to przynajmniej MYŚL. Jak jest myśl, to już dobrze. Bo bez myślenia to lipa.
A ja nie oglądam telewizji. Widzę bilboardy. I słucham radia. A to heca.
Przycięłam. Nie byłam tam, gdzie być powinnam. Ktoś może być zazdrosny. I zły. Po obejrzeniu odcinka Kuby Wu. z Titusem z Acid Drinkers jako gość, może zacznę ich słuchać. Bardzo sympatyczny gość. Ale Justyna z Ich Troje to nie dała rady, trudno było jej się wysłowić, nic w zasadzie nie powiedziała, zbłaźniła się kompletnie. Koleś, który od powiedzmy 15 lat pije tanie jabole firmy Komandos okazał się mądrym i zabawnym człowiekem.I nie dyskryminuję tu nikogo, nic nie twierdzę, ot, taki cyk.
Kolejny raz dałam się wywieźć w pole. Trzeba pamiętać, że muzyka made in Poland niekoniecznie musi się równać -> gówno :D Weźmy np. trashowy Armagedon - chłopaki nasze, a grają przyzwoicie, Blindead - bardzo ładnie...hmm nic więcej nie przychodzi mi do głowy, a! jeszcze Behemoth. Nie ma tego dużo, ale jest czego posłuchać.
Co do death metalu. Ostatnio dużo tego słucham. I o zgrozo! Jest to bardzo dobra muzyka. Zachęcam. Ci, co idą do mnie na sylwestra niech się liczą z tym, że właśnie taka muzyka (m.in.) będzie lecieć z głośnika. Oczywiśćie właściwie przeze mnie wyselekcjonowana i dobrana. Każdy znajdzie coś dla siebie rzecz jasna.
Jutro napiszę coś ciekawszego, teraz mi się nie chce, a od nowego roku będą bardzo ciekawe rzeczy.
To opowiem, jak było dziś w centrum handlowym, a było źle. Bardzo źle. Katastrofa. Ludzi jak mrówek. Biegają, popychają się, przewracają, krzyczą, wyrywają sobie z rąk, skaczą, jedzą, piją, chrupają, szurają, klekoczą, skubią, a co najgorsze: stoją i się zastanawiają, torując przejście. Zero szacunku dla potrzeb innych użytkowników sklepu, czy po prostu okręgu, w którym akurat znajduje się coś ciekawego. Zdawkowe ,,przepraszam" nie działa. Trzeba na chama. Do tego przyzwyczajeni. Jak mocno nie kopniesz, to nie poczują. A potem jeszcze patrzą tym wzrokiem mówiącym ,,co pan...?!" - a pani głucha? No. Szał zimnych ciał. Bo zimno, kurde, dlaczego jest tak zimno, można sobie kończyny najbardziej wystające, tudzież palce, odmrozić. Moje niemalże się odmroziły. Już nie pomagają super ultra mega grupe ręco-ochraniacze.
A dziś przeczytałam, że we Francji na wigilię je się ostrygi, a w Australii to obchodzi się wigilię na plaży, no bo przecież ciepło tam. Fajnie, jesz karpia, czy inną płetwę siedząc w krótkim rękawku na ciepłej plaży myśląc, że ci Polacy to mają słabo. Albo choinka. Dziś znana nam wszystkim, wiadomo, co się z nią robi, ale np. w Burundi stroi się bananowca, a w Indiach drzewko Mango. Ciekawe, co by ksiądz powiedział, gdyby przyszedł na kolędę a tu zamiast chujki banan. Może wtedy zapragnąłby grubszej koperty.
Święta dla każdego to pewnie oprócz dzikiej ryby wyłowionej z wanny bum na portfel. Zaliwżdy! Bo pieniążki wydać trzeba, bez pieniążków człowiek nic niestety nie zdziela. Chyba, że jesteś picassem albo innym caravaggio i prezent zrobisz sam. Najlepiej z czegoś drogiego, taaak, bo przecież z byle czym nie pójdziesz pod choinkę, co by czerwony grubas na to powiedział. Staliśmy się dla niego konkurencją. Brodacz tradycyjnie chciałby drobny upominek, symboliczny gift, a tu nadeszły czasy, że prezent to musi być p-r-e-z-e-n-t, wielkie wooow, drogi i z pustą gracją, efektowny i do pochwalenia się nim później. Przecież nie możemy powiedzieć koleżance, która dostała mega super nowoczesny telewizor stu-calowy, że my otrzymaliśmy pachnącą święczkę, to się nie godzi. Dlatego wymyślamy coraz to zwariowane ,,paczuszki", które biedna zielona choinka nie mieści pod swą kurtyną. Gdzie są te czasy, gdy na komunię dostawało się rower i zegarek? Teraz to ,,wypchaj się z rowerem, bo ja chcę laptopa, albo skuter, a najlepiej to xboxa" Jaaa... ludzie, nie o to chodzi! Wracając do świąt - NIE O TO CHODZI. Powinno być skromnie i bez fety. Zabawnie i śmiesznie. Bez przesady. Czy dobry prezent musi się równać drogi prezent? Przechadzając się teraz po sklepach widać doskonale, co ludzie kupują: biżuteria, sprzęty agd, inne elektroniczne sprawy, iphony, mp10, telefony, perfumy (oczywiście te najlepsze), porcelanę, zestawy super sztućców...ech, jakby nie było można upiec ładnego ciasta, albo kupić kapci, uszyć rękawiczek, czy szalika, zrobić laurkę czy zrobić ładnej paczki słodyczy. No tak, ale jak dzieciak, czy nie dzieciak, zobaczy pod drzewkiem TYLKO słodycze będzie bardzo zawiedzione. I czyja to wina? Rodziców! Bo tak nauczyli swoje dziecko, że zawsze dostawało jakieś wypasione prezenty. I cała magia na nic.
Inna sprawa. Nie każdy musi lubić święta, a zmuszony jest je obchodzić. Taki osobnik atakowany jest ze wszystkich stron tanimi chwytami reklamowymi, gdziekolwiek się ruszy tam słychać kolędę z głośnika. Właśnie, kto był taki mądry, żeby w centrach handlowych puszczać Dżordża Majkela. Taka u nas nagonka na homoseksualistów, a Dżordż sobie jawnie śpiewa i nikt nic wtedy nie mówi, że ,,pedały do pieca". W każdym razie, jeśli jesteś takim Grinchem i świąt nie lubisz - to trudno, tolerancji u nas nie ma, i albo lubisz to, co wszyscy albo siedź cicho. Bo ksiądz na pasterce cię wywoła na dywanik moralny. A ci pseudo katolicy, co przyjdą na pasterkę, znów będą udawać, jaki to jestem szczęśliwy i wszystko jest ok. Siedzą w tych ławkach, sami nie wiedząc po co, bo przecież zawsze się tak robiło, czekając tylko, aż pan ksiądz skończy. Po byle jak zrobionym krzyżu i odklepanej formułce biegną do swoich domków, by tylko odbębnić wigilijną szopkę, najeść się i nic nie robić. A! i jeszcze trzeba się napić. No bo jak, jest wolne od pracy/szkoły i się nie napiję? Bywa i tak.
Święta to komercja i pozorowany zachwyt, bieganie za niewiadomo za czym, bo tak trzeba, bo tak jest. A najgorsze, że nie można nic zmienić.
Na wstępie zaznaczę, że nie mam (powiedzmy...) nic przeciwko związkom facet-facet, a szczególnie babka-babka. Mój poniższy wywód ma charakter mniej lub bardziej żartobliwy i nie ma być głosem przeciw homoseksualizmowi. Nie chodzi o to. Drażni mnie inny aspekt, a to taki, że faceci zniewieścieli. Nie mówię, że wszyscy, ale wielu. A to dlaczego? A dlatego, że w głowach im się poprzestawiało od nadmiaru słońca, i to nie tego naturalnego, lecz płynącego z lampy. Otóż to! Szanujący się i ba! prawdziwy mężczyzna nigdy nie poszedłby na solarium. Ani do manikjużystki ani depilażystki. I jeszcze zapomnieć nie można o usztywniaczu głowowłosnym. Oni na pewno nie poczują wiatru we włosach. No, chyba, że są akurat pod kloszem u fryzjera.
Druga sprawa. Moda na indie. Wygląd homoseksualny. Długie grzywki, obcisłe spodnie, pozerny, nonszalancki styl bycia ( ,,mam wyjebane") i obowiązkowo papieros w ustach i torba na ramię. Koszula w krateczkę, krawacik, przepaski na rękach i ,,na kolorowo". A na imprezach udają pijanych po łyku piwa. Klasyka. Moda na geja, ach i uch. Nie rozumiem, o co chodzi, co oni mają w głowach, piłeczki kauczugowe? Są śmieszni.
Jestem chamem i obrażam ludzi, ok, niech będzie, co mi tam, chodzi o mój punkt widzenia. Zresztą, punkt widzenia podzielany przez wielu. Heee